Wielka Sobota

Chciałoby się Go obudzić… właśnie dzisiaj kiedy jest tak bardzo potrzebny… kiedy uczniowie są najbardziej rozbici i SAMOTNI… miotani emocjami, zwątpieniem, przerażeniem Golgoty… Potrzebują Go bardziej niż kiedykolwiek… są jak się okazało jeszcze bardzo niedojrzali… A Jego nie ma….

A On przemierza najgłębsze zakamarki szeolu, aby ogłaszać WOLNOŚĆ uwięzionym duchom… Jego NIEOBECNOŚĆ oswaja uczniów z Wielkimi Sobotami ich życia…by nie bali się tych dni, w których Boga nie ma, bo wykonuje jakąś ogromną pracę także w nich/w nas… To w ciszy Wielkich Sobót zatrzymujemy się, aby oswajać się z umieraniem bez którego nie ma ZMARTWYCHWSTANIA… z umieraniem bez którego nie ma MIŁOŚCI… z umieraniem bez którego nie ma ŻYCIA… więc nie bój się swojej Wielkiej Soboty.

Z wielkosobotniej medytacji kard. Ratzingera:

„Bóg śpi, gdy tymczasem Jego sprawa zdaje się tonąć – czy nie jest to doświadczenie naszego własnego życia? Czy Kościół, czy wiara nie są podobne do tonącego małego okrętu, który na próżno walczy z wiatrem i falami, podczas gdy Bóg jest nieobecny? Uczniowie w największym zwątpieniu budzą szarpnięciem śpiącego Pana ze snu i wołają do Niego, On jednak wydaje się zdziwiony i zarzuca im brak wiary. Czy inaczej jest z nami? Gdy nawałnica ustanie, zdany sobie sprawę z tego jak nierozumna była nasza mała wiara. Jednakże nie możemy, Panie robić nic innego, jak tylko Ciebie milczącego, śpiącego Boga poruszyć i wołać do Ciebie: Obudź się – czy nie widzisz, że toniemy? Obudź się, spraw, aby ciemność Wielkiej Soboty nie trwała bez końca, skieruj promień Wielkanocy również na nasze dni, bądź towarzyszem w drodze, kiedy pozbawieni nadziei idziemy do Emaus, żeby Twoja bliskość rozpaliła nasze serce.”

SAMOTNOŚĆ

SAMOTNOŚĆ Wielkiej Soboty…
SAMOTNOŚĆ wielkich sobót…
SAMOTNOŚĆ ciągle nieokiełznana, niezrozumiana, niekochana…
dobrze, że On w niej dzisiaj JEST…

Z wielkosobotniej medytacji kard. Ratzingera:
„ZSTĄPIŁ DO PIEKIEŁ” – to wyznanie Wielkiej Soboty oznacza, że Chrystus przekroczył bramę samotności, że zstąpił na nieosiągalne, nieprzekraczalne dno naszego opuszczenia. Oznacza to, że także w najgłębszej nocy, do której nie dociera już żadne słowo, w której my wszyscy jesteśmy jak płaczące, odrzucone dzieci, jest głos, który nas woła, ręka, która nas chwyta i prowadzi. Nieprzekraczalna samotność człowieka została pokonana, odkąd On w niej był. Piekło jest pokonane, odkąd miłość weszła również w sferę śmierci i niczyja ziemia samotności została zamieszkana przez Niego. W swym najgłębszym wnętrzu człowiek nie żyje chlebem; w najistotniejszej sferze swego człowieczeństwa żyje tym, że jest kochany i że sam może kochać. Odkąd w sferze śmierci jest obecna miłość, odtąd w śmierci jest życie”.

ks. Jan Twardowski
Wielkanocny pacierz

Nie umiem być srebrnym aniołem –
Ni gorejącym krzakiem –
Tyle Zmartwychwstań już przeszło –
A serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami –
Tyle już alleluja –
A moja świętość dziurawa
Na ćwiartce włoska się buja.

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy –
Jak na koślawej fujarce –
Żeby choć papież spojrzał
Na mnie – przez białe swe palce.

Żeby choć Matka Boska
Przez chmur zabite wciąż deski –
Uśmiech mi Swój zesłała
Jak ptaszka we mgle niebieskiej.

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
Jak złoty kamyk z procy –
Zrozumie mnie mały Baranek
Z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku –
Sumienia wywróci podszewkę –
Serca mojego ocali

Komentowanie jest wyłączone.