Droga krzyżowa dla tych, którzy zmagają się z lękiem

o. Damian Stachowiak CR

Droga krzyżowa dla tych, którzy zmagają się z lękiem


Każdy z nas niejeden raz w życiu wypowiedział to zdanie: Boję się…Może także dzisiaj możesz powiedzieć, że to jest twoje doświadczenie. Jest taki lęk, który nas chroni przed niebezpieczeństwem ale jest też taki lęk, który nas paraliżuje.
Boimy się utraty zdrowia…boimy się o własne życie…boimy się o naszych bliskich…boimy się straty…odrzucenia…upokorzenia…boimy się cierpienia…
Pokój powraca tam gdzie jest obecność Kogoś, kto nie waha się wejść w to co we mnie sprawia lęk…pokój przywraca obecność Kogoś, kto poznał uczucie strachu w każdym jego natężeniu…pokój przywraca obecność Kogoś, kto przekroczył barierę lęku…Potrzebujemy Kogoś…pierwszym jest On Książe pokoju, wyruszający w drogę krzyżową, w drogę naszych wielkich i małych leków, tych widocznych i tych skrywanych gdzieś głęboko w nas.
W Niedzielę Palmową zeszłego roku papież Franciszek powiedział:
Jezus „zrobił to dla nas, aby dotknąć naszej ludzkiej rzeczywistości do samej głębi, aby przejść przez całą naszą egzystencję, całe nasze zło. Aby zbliżyć się do nas i nie zostawić nas samych w cierpieniu i śmierci. By nas odzyskać, by nas zbawić. Jezus wstępuje na krzyż, aby zstąpić w nasze cierpienie. Doświadcza naszych najgorszych nastrojów: klęski, odrzucenia przez wszystkich, zdrady przez tych, którzy Go kochają, a nawet opuszczenia przez Boga. Doświadcza w swoim ciele naszych najbardziej rozdzierających sprzeczności, i w ten sposób dokonuje ich odkupienia, przekształcenia. Jego miłość przybliża się do naszych ułomności, dociera tam, gdzie wstydzimy się najbardziej. I teraz wiemy, że nie jesteśmy sami: Bóg jest z nami w każdej ranie, w każdym lęku: żadne zło, żaden grzech nie ma ostatniego słowa. Bóg zwycięża, ale palma zwycięstwa przechodzi przez drzewo krzyża.”

STACJA I Jezus na śmierć skazany

Lęk przed odrzuceniem…to tak naprawdę krzyk wydobywający się z najgłębszych pokładów naszego JA…krzyk, który jest pytaniem KIM JESTEM? To wołanie: NIECH KTOŚ MI POWIE KIM JESTEM! Ile jesteśmy w stanie poświecić, nieraz sprzedać aby zyskać odrobinę aprobaty, akceptacji…dać w zamian wszystko, aby inni udowodnili mi że JESTEM KIMŚ, że moje życie coś znaczy. A Jezus skazany, oskarżony, zdradzony przez tych, których kocha stoi niewzruszenie…pokonuje ten lęk, bo usłyszał kiedyś: TYŚ JEST MÓJ SYN UMIŁOWANY, W TOBIE MAM UPODOBANIE. Ta prawda nie pozwoli mu zwątpić w sens tego co robi, nie pozwoli zawrócić nawet w największej godzinie próby. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Bóg mówi: JESTEŚ MÓJ/JESTEŚ MOJA, SYNU/CÓRKO.

STACJA II Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Lęk przed krzyżem…
Jak bardzo daliśmy się przekonać, że istnieje życie bez krzyża…a właściwie daliśmy się oszukać, że można kochać bez krzyża. Czym są relacje bez krzyża? Czym jest małżeństwo bez zmagania? Kapłaństwo bez krzyża…? Dokąd pójdziemy razem bez krzyża? Ile noszę na sobie ran z powodu budowania życia na iluzjach, ran które ciągle nie mogą się zagoić. Ile zadałem cierpienia innym, bo szukałem drogi bez krzyża, bez bólu, bez wysiłku…? Jak bardzo może nas sparaliżować lęk przed krzyżem, zablokować, zatrzymać, sprawić, że nigdy weźmiemy odpowiedzialności za swoje życie i za innych…że nie dokonamy jednoznacznych wyborów. Drzewo, które było znakiem przekleństwa i hańby stało się znakiem wyznania MIŁOŚCI…Jezu, widzisz jak się opieramy…proszę cię oswajaj nas z naszymi krzyżami i spraw, abyśmy chcieli je podjąć i WYZNAWAĆ MIŁOŚĆ, która nie wystraszy się żadnego krzyża ani ofiary. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: NIE BÓJ SIĘ KOCHAĆ MIŁOŚCIĄ ukrzyżowaną.

STACJA III Pierwszy upadek

Lęk przed porażką…
Ile razy w życiu słyszeliśmy: musisz być najlepszy…musisz być pierwszy…musi ci się udać…musisz…musisz…musisz…aż przyszła pierwsza porażka i przerażenie…a potem kolejne i kolejne…i to fałszywe przekonanie: jestem nikim. Pozwól dzisiaj aby przy każdej sytuacji, którą uznałeś za porażkę stanął Jezus…a właściwie zobacz Go leżącego pod ciężarem krzyża…Odczytaj te sytuacje na nowo i zobacz jak cię zmieniły. Zobacz Jezusa, który się podnosi, choć wielu było przekonanych, że to zmiażdżone cierpieniem ciało już się nie dźwignie, lecz On wstaje jakby całym sobą wołał do CIEBIE, że warto iść dalej nawet za cenę upadków, pozornych klęsk, które w rzeczywistości wydobywają z nas najjaśniejsze pokłady człowieczeństwa. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: NIE BÓJ SIĘ PORAŻEK, bo dobrze przeżyte porażki sprawiają że stajesz się bardziej ludzki, WYKUWAJĄ w tobie pokorę wobec drugiego.

STACJA IV Jezus spotyka Matkę

Lęk przed samotnością…
Są takie odcinki drogi, które trzeba przejść samemu. Nikt tego za nas nie zrobi…nie zrobi, bo nie może nas w żaden sposób zastąpić, bo jest to moje osobiste wyzwanie, misja, coś co jest potrzebne nam i innym. Maryja nie może zastąpić Jezusa, ale JEST…Ona też przeżywa swoją samotną drogę, choć jest to moment, w którym Ona i Jezus są może bliżej siebie niż kiedykolwiek. Ile razy wydaje nam się, że nie damy rady, że nie udźwigniemy tej samotności, która związana jest z namaszczeniem…z powierzoną misją…a czasami po prostu z miłością. Kto kocha również skazany jest na samotność, bo nie ma prawdziwej miłości bez szacunku dla owej samotności mojej i drugiego. Jak wiele razy używaliśmy drugiego człowieka, urzeczowialiśmy bo chcieliśmy unicestwić w nas ową samotność. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: NIE BÓJ SIĘ SAMOTNOŚCI…ona jest…ona musi być. Jezu pomóż nam POKOCHAĆ tą samotność w nas.

STACJA V Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż

Lęk przed cierpieniem…
Boimy się cierpienia, które na nas spada niespodziewanie, bo nie ma go w naszych planach. Nie chcemy choroby, cierpienia swojego i naszych bliskich. Ludzkie dramaty, krzywda, czy doświadczenie okrucieństwa wojny może przerażać i przeraża. Szymon przekona się jednak że w tym okrutnym cierpieniu, którego jest świadkiem a przez udzieloną pomoc uczestnikiem bólu Jezusa, że ostatnie słowo należy do Jezusa, choć wydaje się on wtedy słaby i bezbronny, zdany na ludzką pomoc. Czy oby na pewno słaby? To jest tajemnica OBECNOŚCI Boga z tymi, którzy cierpią…Kto z nas nie zna tego pytania: Boże, gdzie jesteś? Który Bóg zszedł w takie czeluści potwornego cierpienia, aby człowiek nigdy nie był w tym sam. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: JESTEM.

STACJA VI Weronika ociera twarz Jezusowi

Lęk przed prawdą…
Weronika widzi więcej…swoim gestem odsłania prawdziwe oblicze Zbawiciela a właściwie to on nagradza jej gest tym, że ona zobaczy więcej. To oblicze na które nikt już nie chciał patrzeć. Widziano zmasakrowaną twarz…Zniekształcone rysy tej twarzy w niczym nie przypominały prawdziwego oblicza. Jak mówi prorok Izajasz: „Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał.” Są ludzie, którzy nie chcą patrzeć na siebie, bo ktoś zadając im rany zniekształcił ich rysy twarzy a właściwie ich postrzeganie siebie i innych. Zafałszowany obraz siebie kaleczy. Zafałszowany obraz drugiego człowieka kaleczy. Weronika przedziera się przez kordon żołnierzy bo wie że warto. Prawda potrzebuje przedrzeć się przez nasze wewnętrzne opory…prawda o tym, że nasze rysy twarzy są rysami Boga, bo jesteśmy stworzeni na Jego podobieństwo…ale to także prawda o tej części poranionej, zniekształconej w nas przez grzech. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: NIE BÓJ SIĘ PRAWDY O SOBIE!…ona jest kluczem do wolności.

STACJA VII Jezus upada po raz drugi

Lęk przed słabością
Oby nikt nie poznał mojej słabości…oj jak trudno nam oswoić się z tym, że częścią mnie jest moja słabość. Boimy się także słabości innych. Tak powstają przestrzenie tabu. Nie chcemy i nie umiemy rozmawiać. Wykluczamy lub udajemy, że słabość jakiekolwiek ona ma imię nie istnieje. Tak rodzi się udawanie…malowanie wizerunku, który jest nierzeczywisty bo boimy się, że nie udźwigniemy naszej słabości, że zostaniemy osądzeni, skreśleni, wyautowani…wykluczeni poza margines. Może jak Piotr jesteśmy gotowi powiedzieć Bogu: Odejdź ode mnie Panie bo jestem człowiek grzeszny. Jak wielu w ten sposób wyprowadziło Boga ze swojego życia, bo nie umieli zrozumieć, pogodzić się z tym, że całe życie mierzą się ze swoją słabością i że zawsze będzie ona dla nich wyzwaniem. W upadku Jezusa dostrzegam słabość, która mnie wielokrotnie powala, upokarza ale widzę Jego, Jezusa, który będzie się we mnie nieustannie podnosił i pokocha to co we mnie najsłabsze, bo On będzie tam najsilniejszy. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: Nie bój się swojej słabości! …to właśnie tam OBJAWI SIĘ NAJBARDZIEJ BOŻA MOC.

STACJA VIII Jezus spotyka płaczące niewiasty

Lęk o tych, których kochamy…
Niezliczone rzesze tych, którzy opłakują swoich najbliższych. Matki, ojcowie, przyjaciele, żony, mężowie… Nad kim dzisiaj płaczesz…może właśnie z lęku o kogoś…o jego życie, zbawienie nad jego wyborami…Bóg wie, że są to łzy, które są wyrazem miłości i twojego zaangażowania w życie innych. Każda rzecz, sytuacja, osoba złożona w błogosławionych ranach Jezusa, w jego sercu staje się bezpieczna. Bóg zna czas, miejsce i sposób w jaki dokona się to o co prosisz. Lęk rodzi się często takiego przywiązania i przekonania, że to zależy od nas, że Bóg sobie nie poradzi, że mój sposób rozwiązania problemu tu i teraz jest najlepszy. Bóg wie co robi…Kobiety płaczą nad Jezusem, rozpaczają nad tym co się dzieje a On nie wzruszenie swoim zaufaniem do Ojca powtarza: Bóg wie co robi. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: oddaj mi to i zaufaj…oddaj w sposobie, czasie i miejscu, w jaki odpowiem na twoje wołanie.

STACJA IX Jezus upada po raz trzeci

Lęk wobec grzechu…
Upadki generują w nas lęki. Im bardziej oddalamy się od Boga i Jego miłości tym bardziej dajemy się oszukać podszeptom złego, że już wszystko stracone, że teraz już tylko sąd i surowa kara. Antidotum na ten lęk znajduje się tylko w jednym miejscu: w sakramencie pokuty. Szczera spowiedź przynosi pokój i wolność. Zatrzymywanie dla siebie grzechu, próby samorozgrzeszania, samousprawiedliwiania wzmagają lęk i agresję. Bo często te dwa uczucia idą ze sobą w parze. Zamiast ukorzyć się i uznać grzech atakuję Boga o oskarżam zamiast zbliżyć się do Jego Miłosierdzia, które chroni nas przed oskarżycielem, przed samopotępieniem…które pozwala mi powrócić i nawracać się. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: nie bój się, bo jak mówi Słowo Boże: „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.” 2 Kor 5,21.

STACJA X Jezus odarty z szat

Lęk przed agresją…
Jezus coraz bardziej w tej drodze krzyżowej staje się bohaterem spektaklu nienawiści, kumulacji agresji i przemocy. Jak wielu ludzi żyje w lęku, bo doświadczyli przemocy: słowne, psychicznej, fizycznej. Lęk, który podsycany nie pozwala zaufać, zbliżyć się do drugiego…lęk, który drugiego traktuje jak zagrożenie…rodzi podziały, odseparowuje…buduje mury. Zewnętrzne rany są znakiem jeszcze głębszych ran, które goją się znacznie dłużej, skrywane latami, nieopatrzone oliwą człowieczeństwa. Może dzisiaj ty jesteś taką osobą…? Nikt nie okaże twoim ranom więcej niż Ten najbardziej poraniony z poranionych Miłosierny Samarytanin z kalwaryjskiego Jerycha, zmagający się o pobitych i leżących na drogach życia, gotowy wejść w koszmar naszego bólu zadanego przez innych. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus z wielkim szacunkiem, z wyczuciem, wrażliwością zbliża się, aby opatrzyć rany, które sączą niepokój i lęk przed ludźmi.

STACJA XI Jezus przybity do krzyża

Lęk przed bezradnością…
Nie lubimy kiedy życie nas zatrzymuje. Zwłaszcza wtedy kiedy pochłonięci jesteśmy aktywnością w różnych obszarach. Wolimy nie myśleć, nie czuć, nie słyszeć wątpliwości, pytań, które próbują z nas się wydostać. Wiele razy życie, całe nasze być krzyczy: zatrzymaj się! Bywa, że udajemy, że nie słyszymy bo boimy się wszystkiego co z nas wypłynie jakby to było wielkim zagrożeniem, jakby miało nas unicestwić. Często okazuje się, że jest to lęk przed bezradnością wobec tego wszystkiego…wobec bólu, które moje życie w sobie nosi od początku do końca…wobec najważniejszych pytań, z którymi muszę się zmierzyć by dorosnąć, dojrzeć, by pójść dalej. Jesteśmy gotowi zatracić się, rzucić się w wir świata, pracy, przyjemności oby tylko przycichł w nas ten głos, który jest w rzeczywistości wołaniem o to co ważne, o mnie, o prawdę, o Boga, który staje się bezradny na krzyżu aby mnie ocalić. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: nie bój się bezsilności…pozwól się zatrzymać, unieruchomić aby mogło w tobie dokonać się uzdrowienie.

STACJA XII Jezus umiera na krzyżu

Lęk przed umieraniem…
Przyjdzie czas kiedy trzeba będzie oddać wszystko…także ostatnie tchnienie, ostatni oddech, ciało, nad którym stracimy kontrolę, duszę, która uda się ku przejściu, które jest spotkaniem z wiecznością. Całe życie jest przygotowaniem do tego momentu, jedynego, niepowtarzalnego… Jest w naszym życiu takie codzienne umieranie, w którym oddajesz…uwalniasz się od tego co do tej pory wydawało się czymś absolutnie niezbędnym, aby żyć. Jak wiele jest takich rzeczy, rzeczywistości, osób bez których nie wyobrażasz sobie, że można żyć, funkcjonować. Od jak wielu rzeczy uzależniasz coś co w twoim mniemaniu jest szczęściem… Im więcej takich rzeczy tym większy poziom lęku. Z perspektywy końca wszystko wygląda inaczej…prościej, bo umieranie to upraszczanie życia aż do tego co NAJCENNIEJSZE W NAS…do duszy, bo jak mówi Jezus: „Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na swojej duszy poniósł szkodę? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: nie bój się UMIERANIA…

STACJA XIII Jezus zdjęty z krzyża

Lęk przed ranami…
Boimy się ran, które nam zadano. Maryja trzyma martwe ciało Jezusa, patrzy na Jego rany, ona je dotyka…zacznie je obmywać by ostatecznie złożyć w grobie. Zanim nastąpi „pogrzeb” a konsekwencji zmartwychwstanie, czyli przemienienie naszych ran trzeba je zobaczyć, uznać, doświadczyć bólu, trzeba je dotknąć i przygotować na pogrzeb…na pożegnanie się z nimi, z tym wszystkim co nam przypomina o najtrudniejszych kartach naszego życiorysu. Maryja przychodzi, aby nam w tym pomóc bo ona wie jak w sobie ten lęk przed ranami pokonać…jak nie uciec wobec bólu, który z nich się jeszcze sączy. Robi to wielką delikatnością i namaszczeniem, ale i odwagą, która rodzi się z przekonania, że Bóg, w którego obietnice uwierzyła jest Bogiem ocalenia i nawet tam, gdzie nastąpił zgon, nastała śmierć tam Bóg jeszcze nie wypowiedział ostatniego Słowa, które jest Słowem życia. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: nie bój się swoich ran, także tych śmiertelnych, bo jestem Bogiem ŻYCIA…pozwól mi tych ranach wypowiedzieć ostatnie słowo.

STACJA XIV Jezus złożony do grobu

Lęk przed stratą…
Straty bolą…nie lubimy tracić, zwłaszcza tego co uważamy za zbyt cenne dla nas dla naszego życia. Nie chcemy żeby nam się coś rozpadło. Boimy się, że to obróci w ruinę nasz misternie ułożony plan, mój pomysł. Tymczasem ta stacja drogi krzyżowej jest bramą do ŻYCIA…jest drzwiami przez które idzie się do ZMARTWYCHWSTANIA. Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdybyśmy kurczowo trzymali się naszych racji…schematów wykutych nie przez Ewangelię, ale właśnie przez lęk. Gdzie bylibyśmy gdyby nie zgoda na to, aby coś stracić i w ten sposób rozpocząć nowe życie, nowy etap, zrobić krok do przodu. Człowiek, który nie chce nic tracić, który nie chce tracić swojego życia w ostateczności stanie się życiowym, duchowym, emocjonalnym bankrutem. Jeśli dzisiaj jest to twój lęk…Jezus mówi: nie bój się tracić… „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.” Łk 9, 24

Modlitwa o pokój Tomasza Mertona

Wszechmogący i miłosierny Boże, Ojcze wszystkiego,
Stworzycielu i Władco Wszechświata, Panie Dziejów,
którego dzieła są bez skazy, którego współczucie dla
błędów ludzkich jest niewyczerpane, w Twojej woli nasz pokój.

Wysłuchaj miłosiernie tej modlitwy, która wznosi się do
Ciebie spośród zgiełku i rozpaczy świata, w którym
zapomniano o Tobie, w którym nie wzywa się Twojego
imienia, w którym drwi się z Twoich praw i ignoruje Twoją obecność.
Albowiem nie znając Ciebie, nie żyjemy w pokoju.

Pomóż nam zapanować nad orężem, który grozi, że
zapanuje nad nami. Pomóż nam wykorzystać naukę dla
pokoju i bogactwa, nie dla wojny i zniszczenia. Pokaż nam,
jak wykorzystać energię nuklearną dla dobra, nie dla zguby naszych dzieci.

Rozwiąż wewnętrzne sprzeczności, które rosną w nas
niewiarygodnie i nieznośnie. Są one zarazem udręką
i błogosławieństwem: gdybyś, bowiem nie zostawił nam
światła sumienia, nie musielibyśmy cierpieć. Naucz nas
wytrwałości w bólu, męce i niepewności. Naucz nas jak
czekać i jak ufać. Obdarz światłem, obdarz siłą
i cierpliwością wszystkich, którzy pracują na rzecz pokoju.

Komentowanie jest wyłączone.