Wielki Wtorek

Jezus w czasie wieczerzy z uczniami swoimi doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi.

J 13, 21-23

Wątkiem, który przynosi nam Słowo Wielkiego Wtorku jest wątek zdrady. Niełatwy temat, który wprawia w konsternację uczniów a potem jakby znika, a właściwie jest przez nich wypierany, lecz powróci w Wielki Piątek a potem po zmartwychwstaniu w spotkaniach z Jezusem. Judasz odchodzi a oni jakby nigdy nic kontynuują wieczerzę. Najpierw wyłania się lęk czy czasami cień podejrzenia nie padnie na któregoś z nich…Boją się bardziej samej zdrady czy tego co pomyślą inni…? A kiedy już Jezus wskazuje na Judasza jakby odetchnęli z ulgą i może nie zdziwili się, że to właśnie Judasz, bo przecież go znali a nawet wiedzieli o tym że wykradał pieniądze. Tej nocy będą miały miejsce liczne zdrady. Judasz zdradzi Jezusa, ale tej nocy uczniowie zdradzą Judasza pozostawiając go w ciemności jego grzechu i osamotnienia, zbywając milczeniem jego odejście w ciemność, jego nieobecność. W końcu zdradzą samego Mistrza. Jedną z najbardziej poruszających Eucharystii jakie w życiu przeżyłem była ta w grocie pojmania, nazywana także grotą zdrady w Ogrodzie Getsemani. Zdrady bolą…Potrafią zmienić człowieka na zawsze, wywrócić jego życie tak, że już nic nie będzie takie samo…Zdrady potrafią zranić do cna a nawet zabić. „Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi”… Na kogo dzisiaj spojrzysz…? Może nie warto zbywać milczeniem tego bolesnego tematu ale spojrzeć na rany zadane przez zdrady… Ale jak…? Niech nam w tym pomoże bardzo mocny fragment homilii Franciszka z Niedzieli Palmowej:

„Pan służył nam do tego stopnia, że doświadczył sytuacji najbardziej bolesnych dla tego, kto kocha: zdrady i opuszczenia. ZDRADA. Jezus doznał zdrady od ucznia, który go sprzedał oraz od ucznia, który się go zaparł. Został zdradzony przez ludzi, którzy wołali „Hosanna” , a później krzyczeli: „Na krzyż z Nim!” (Mt 27, 22). Został zdradzony przez instytucję religijną, która Go niesprawiedliwie skazała i przez instytucję polityczną, która umyła sobie ręce. Pomyślmy o małych lub dużych zdradach, jakich doznaliśmy w życiu. To straszne, gdy odkrywamy, że uzasadnione zaufanie zostało zawiedzione. W głębi serca rodzi się tak wielkie rozczarowanie, że życie zdaje się już nie mieć sensu. Dzieje się tak, ponieważ rodzimy się, aby być kochanymi i aby kochać, a rzeczą najbardziej bolesną jest zdrada ze strony tych, którzy przyrzekli nam być wiernymi i bliskimi. Nie możemy sobie nawet wyobrazić, jak bolesne to było dla Boga, który jest miłością.
Spójrzmy w nasze wnętrze. Jeśli będziemy wobec siebie szczerzy, to zobaczymy nasze niewierności. Jak wiele kłamstw, obłudy i dwulicowości! Ileż dobrych intencji zdradzonych! Ileż nie dotrzymanych obietnic! Ileż postanowień się rozpłynęło! Pan zna nasze serce lepiej niż my, wie jak słabi i niestali jesteśmy, jak często upadamy, jak ciężko nam powstać i jak trudno uleczyć niektóre rany. A co uczynił, żeby wyjść nam naprzeciw, żeby nam służyć? To, co powiedział przez proroka: „Uleczę ich niewierność i umiłuję ich z serca” (Oz 14, 5). Uzdrowił nas, biorąc na siebie nasze niewierności, odpuszczając nam nasze zdrady. Abyśmy, zamiast popaść w zniechęcenie, obawiając się, że nie damy rady, mogli spojrzeć w górę na Ukrzyżowanego, przyjąć Jego uścisk i powiedzieć: „Oto moja niewierność jest tam, Ty ją wziąłeś, Jezu. Otwierasz przede mną ramiona, służysz mi swoją miłością, stale mnie wspierasz… Zatem idę naprzód!”.

Komentowanie jest wyłączone.