Wielka Środa

Sporo miejsca Liturgia Słowa w Wielkim Tygodniu poświęca Judaszowi. Postać mocno zdemonizowana przez wieki. Przez wielu uznawany za uosobienie wszelkiego zła. Tymczasem Judasz ma swoją historię wybrania. To jego upatrzył sobie Jezus i włączył do grona Dwunastu, uczynił apostołem, zaprosił go, aby jak pozostali towarzyszył Mu a następnie wysłał na głoszenie Dobrej Nowiny. Judasz ma swoją historię powołania. Ma swoją historię miłości, którą obdarzył go Jezus. Zresztą reakcja Judasza na to co wydarzy się w Wielki Piątek wskazuje jak bardzo to wszystko nim wstrząsnęło. W ostateczności nie udźwignął ciężaru swoich wyborów. Nie znamy do końca motywów jego działania. Różne są na ten temat teorie. Wydaje się jednak, że skrywał on jakąś tajemnicę. Pozostał sam z tą częścią siebie, w której się zagubił, która nim pokierowała czy wręcz zawładnęła. Może w ten sposób należy popatrzeć na tego apostoła…? Spotykają się w nim dwa światy: świat wybrania, misji, bycia przy Jezusie bardzo blisko i świat zagubienia, grzechu, który staje się coraz bardziej mroczny aż po doświadczenie totalnego odrzucenia siebie i beznadziei. Jakie rozdwojenie. Dwa różne bieguny, bardzo od siebie oddalone. A im bardziej od siebie odległe tym większe niebezpieczeństwo totalnego zagubienia. Nie bez powodu także psychologia podkreśla jak ważny jest proces zintegrowania, polegający na świadomości i akceptacji, że istnieje w nas wielki potencjał dobra ale jednocześnie podąża z nami nasz cień. Obiema sferami trzeba się zaopiekować. Im bardziej udajemy że nie posiadamy tej ciemniejszej strony, im bardziej ją wypieramy tym bardziej ryzykujemy, że może ona nami zawładnąć w momencie, w którym się nie spodziewamy. Każdy z nas może przejrzeć się w Judaszu. I nie po to, aby go potępić, bo wiemy czym skończyło się samopotępienie Judasza. Mamy się w nim przejrzeć, aby jeszcze bardziej poznać siebie, wprowadzić kogoś w ten swój wewnętrzny świat, często skrywany a nawet wypierany, aby w towarzystwie Jezusa ale i przyjaciół przemierzyć także te najciemniejsze zakątki duszy szukając sposobów jak z nimi żyć, jak obrócić je ku dobremu. Spotkanie z Judaszem to wejście na drogę spotkania z rzeczywistym ja, zrobienie to czego nie udało się zrobić Judaszowi i w konsekwencji nie dostrzegł w sobie możliwości dobra i jednocześnie przeraził się swoim cieniem tak bardzo, że postanowił go zabić, zabijając całego siebie. Jak bardzo musiał wtedy siebie znienawidzić, z jakim obrzydzeniem popatrzył na siebie, skoro uznał że jedyne co może zrobić to dokonać egzekucji. Niech ta dramatyczna historia pomoże nam tym Wielkim Tygodniu udać się w te rejony nas samych, których nie kochamy, które uznajemy za nieistniejące, choć one w nas są, pozwólmy aby w ten nasz osobisty szeol zstąpił w Wielką Sobotę Jezus ogłaszając tam zmartwychwstanie. A na Judasza popatrzmy nie z poczuciem wyższości ale z wysokości krzyża, na którym umierał Jezus ze słowami na ustach „Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią”.

Chciałbym w tym miejscu przywołać fragment „Listu do Judasza”, który kiedyś bardzo mnie poruszył. Jego autorem jest nieżyjący już kard. Roger Etchegaray:

„Czy nie należy przypadkiem widzieć w tobie przede wszystkim ofiary osamotnienia? Ominęła cię szansa Piotra, który, po trzykrotnym zaparciu, natknął się na Jezusowy wzrok i pod jego wpływem gorzko zapłakał. Nie usłyszałeś piania kura, nikt ci w twym łkaniu nie po¬mógł. Byłeś sam jak palec i „była noc” (J 13,27), inaczej: wstąpił w ciebie szatan, a ty nie umiałeś się pogodzić z tym wstrętnym towarzystwem; szybciej jeszcze wzdrygnąłeś się na widok szatana, niż odwróciłeś się kiedyś od Jezusa, szybciej niż Dobro – Zło stało się dla ciebie czymś nie do zniesienia. Czemuś jednak, nieszczęsny Judaszu, nie wspomniał wtedy, w tej lodowatej samotności, na ostatnie słowa Jezusa skierowane do ciebie, równie ufne jak przy poznaniu, zdolne w jednej chwili rozproszyć ogarniający cię mrok: „Przyjacielu mój…” (Mt 26,50)? Czy słyszysz je jeszcze, „przyjacielu mój”?
Ty, który wolałeś oderwać się od własnej jaźni, wieszając się na drzewie – jakżeś mógł zapomnieć, że kto wpadnie w ręce Boga, do¬staje się zarazem w moc Jego nieprzebranej miłości? Gdyż Ten sam, który oświadczył, iż z powierzonej gromadki nie stracił ani jednego „z wyjątkiem syna zatracenia” (J 17,21), błagał na krzyżu Ojca o darowanie wszystkim ludziom (Łk 23,24). Tą ostatnią modlitwą zamyka śledztwo wdrożone przeciw jakiejkolwiek zbrodni, oznajmia niekompetencję naszej, ludzkiej sprawiedliwości; tu liczy się już tylko miłosierdzie. Kościół przekazuje w stanie nieskażonym tajemniczy dogmat o piekle, nigdy jednak nie zezwolił na nazywanie kogokolwiek potępieńcem.
Toteż, Judaszu, nie orientując się, gdzie cię zastanie ten list – kie¬ruję go na poste restante. Myślę o poświęconej ci sztuce Pagnola, który na dojmujące pytanie: „Czy Judasz jest w piekle?” – każe od¬powiedzieć swemu Chrystusowi w ten sposób: „Muszę tę sprawę pominąć, gdyż inaczej ludzie zaczęliby nadużywać mojej wyrozumiałości”.
Z Bogiem, Judaszu.”

Komentowanie jest wyłączone.